Przejdź do głównej zawartości

Posty

59. Rozmowy damsko-męskie.

Spędziłyśmy całe popołudnie nad jeziorem, zażywając zarówno kąpieli wodnych jak i słonecznych. Kate była szczęśliwa, że w końcu się przełamałam i postanowiłam z nią porozmawiać o stronie intymnej jej związku i długo nie chciała zejść z tego tematu. Ja też przekonałam się, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Może i nie miałam żadnego doświadczenia na ten temat, ale stwierdziłam, że rozmowa z lokatą wcale nie była dla mnie zawstydzająca. Może dlatego, że byłam głównie słuchaczem. Zaskoczyło mnie jednak, że ona tak chętnie chciała o tym rozmawiać i z taką łatwością przychodziło jej opowiadanie o tym, co jej się podoba, a czego wolałaby uniknąć. Gdy zaczęło się robić szaro, zebrałyśmy swoje rzeczy i teleportowałyśmy się do posiadłości Bridge’ów. Wieczór spędziłyśmy na pogaduszkach, popijając domowej roboty wino babci Kate. Następnego dnia wstałyśmy rano i jedyne, o czym potrafiła trąbić brunetka to o tym, że dzisiaj zobaczy w końcu Syriusza. Patrzyłam na to ze złośliwym uśmieszk...

ZAWIADOMIENIE

Witam wszystkich, Niestety piszę tą notkę w bardzo przykrej sprawie. Ostatnimi czasy ciągle natykam się na plagiaty mojej twórczości, ale tym razem miarka się przebrała. Niejaka moja czytelniczka "Sharlyn" zostawiła pod ostatnim rozdziałem link do swojego bloga. Weszłam więc z czystej ciekawości i gdy przeczytałam pierwszy akapit pierwszego rozdziału, to oniemiałam. Nawet nie potrudziła się, żeby zmienić pierwsze zdanie ;]. Dziwnym trafem całe opowiadanie jest napisane w narracji pierwszoosobowej, ale ten początek, akurat jak u mnie, pochyłe pismo i narracja trzecioosobowa. No i identyczny wstęp. Zaczęłam czytać dalej i co się okazuje? Lily ma dwie najlepsze przyjaciółki, w którym jedna ma na nazwisko McKinnon, a druga wygląda IDENTYCZNIE jak moja Kate. Przypadek? Co się później okazuje, w drugim rozdziale wychodzi na jaw, że Dorcas (ta, która wygląda, jak moja Kate), również sobie wzięła za cel Syriusza Blacka i również chce mu dać nauczkę umawiając się z nim i go rzucaj...

58. West Street.

Witam wszystkich! :) No i w końcu udało mi się dokończyć rozdział. A wyszedł on najdłuższy ze wszystkich dodanych od mojego powrotu, bo na prawie 19 stron :D. Na początku chciałabym podziękować serdecznie za wszystkie komentarze pod urodzinową notką! Nie miałam zielonego pojęcia, że jest Was tak dużo! :-) Na dzień dzisiejszy są to 44 osoby (wow, 4 to moja ulubiona cyferka :D). DZIĘ-KU-JĘ! Jesteście przewspaniali i kocham Was, naprawdę! Przechodząc do rozdziału, no cóż. Nie jestem do końca zadowolona z niego. W sumie to mało co mi się w nim podoba. Ale jego plusem jest, że udało mi się go napisać w niecały miesiąc :D. Mam nadzieję, że następny uda mi się dodać jeszcze w lutym :-). A jest taka szansa, bo przyszła mi ostatnio ochota na pisanie, a i z czasem nie jest najgorzej. Miałam Wam coś jeszcze zakomunikować, ale kurde zapomniałam :/. No dobra, to nie ględzę więcej, tylko zapraszam do czytania ;-). Buziaki moi kochani! ;-* Wasza Leksia ♥♥♥ *** – Mamo, mogę...