Przejdź do głównej zawartości

Posty

40. Łapa II.

McGonagallwrzeszczała na Huncwotów dobre pół godziny, jak nie więcej, dopóki praktycznienie straciła głosu. Żaden z nauczycieli nie kwapił się, by pomóc jej wudzielaniu reprymendy niesfornych uczniów. Wręcz przeciwnie, Flitwick chichotałcicho pod nosem, a profesor Hooch szturchała go łokciem w żebra, żeby gouspokoić, jednak sama nie potrafiła się powstrzymać od śmiechu, gdy patrzyła naopierzoną, wrzeszczącą postać. Uczniowie byli zbyt przerażeni faktem, żeMcGonagall znajdowała się w stanie białej gorączki, by jakkolwiek zareagować.Ogólnie zarobili szlaban na cały miesiąc, odjęła po 20 punktów za każdego ikazała wszystkim iść się umyć, co naturalnie wszyscy w pośpiechu wykonali. Unas oczywiście była bitwa o łazienkę. Ostatecznie wygrała ją Rachel, błagającnas na kolanach, bo musiała dokończyć zadanie na transmutację. Druga wepchałasię Cassie, potem Kate, Angelina, Laura i na samym końcu ja. Nie zależało mi naszybkiej kąpieli. Jakoś nie zamierzałam się śpieszyć. Usiadłam sobie naparapec...

40. Łapa I.

Hej, Powiem jedynie tyle, że notka tradycyjnie dzielona na dwie, wy czytacie, jako jedną :). Pozdrawiam! Leksia *** PopołudnieNocy Duchów minęło całkiem spokojnie. Szczególnie, że Huncwoci nie wychodzili zdormitorium. Przez cały dzień oprowadzałyśmy Rachel po szkole, opowiadając oróżnych wydarzeniach, mających miejsce w różnych zakątkach szkoły. Dziewczynata była naprawdę bardzo miłą dziewczyną i nie dało jej się nie lubić. Mówiładobrze po angielsku, ale czasem wtrącała niechcący coś po francusku.Opowiedziała nam również kilka rzeczy z Beauxbatons. W końcu trzeba było sięprzebrać w mundurki na ucztę, więc skierowałyśmy się wszystkie do dormitorium,gdzie były już Cassie i Laura. Przedstawiłyśmy im Rachel. Co prawda, Cassietrochę potraktowała ją z góry, ale szepnęłam jej na ucho, że ma się nieprzejmować. Przebrałyśmy się i czekałyśmy na 19, aż rozpocznie się kolacja. -Wieciedziewczyny, ja zejdę już na dół, muszę poznać kogoś jeszcze z tego domu. –poinformowała Rachel i...

39. Rachel II.

Dnimijały niemiłosiernie szybko i październik dobiegał końca, ulegając ponurejpogodzie listopada. W tym roku jesień była wyjątkowo smutna i pochmurna. Nadworze cały czas padało, niebo praktycznie nigdy nie pokazało swojego błękitu iwszystko wokół wydawało się szare i ponure. Nikomu nie chciało się wyściubiaćnosa z ciepłego zamku, więc życie Hogwartu toczyło się e jego murach. Jedyniedrużyny quidditcha były zmuszone przez swoich kapitanów do treningów wnajgorszych warunkach od kilku lat. Czasem ubierałaam płaszcz i szalik i szłamna trybuny oglądać trening Gryfonów, przynosząc Jamesowi gorącą herbatę zcytryną w termosie i wybierając się z nim później na pogawędkę. Nasze kontaktyograniczały się tylko (a może aż?) do prawie codziennych, długich rozmów. Jamesrozśmieszał mnie swoimi żartami, albo opowiadał historie Huncwotów, czyniąc, żeczułam się przy nim swobodnie. Od pamiętnego dnia, gdy Chuda zjadła żelki zeliksirem, nie zbliżyliśmy się do siebie ani razu. Jednak, im więcej czasu znim s...