Hej! I znów to samo z notką :(. Znowu dzielę na dwa, a wy czytacie jako jedną :). Dziękuję bardzo za czytanie i komentarze! :) Pozdrawiam, Leksia! *** A jednak myliłam się. Już następnego dnia wyzwałam Pottera od najgorszych. Jakim cudem? No cóż, cud to nie był. Jedynym cudem, jaki zaszedł, było to, że go nie zabiłam. Tak więc, następnego dnia była sobota. Dzień, w którym zaczynała się przerwa świąteczna. Dzisiaj wyjeżdżali Ci, którzy chcieli spędzić święta w domach. Severus również miał wyjechać, więc zaraz po śniadaniu pognałam z prezentem w ręku, pożegnać go i życzyć wesołych świąt. Jednak nie potrafiłam go znaleźć, mimo że widziałam, jak niedawno wychodził z Wielkiej Sali. Poszłam w stronę lochów, bo podejrzewałam, że gdzieś tam Slytherin miał pokój wspólny. Szłam pustym korytarzem, gdy usłyszałam, że za rogiem coś się dzieje. – Haha! I co teraz Smarkerusie? – usłyszałam bardzo znajomy mi głos i zamarłam. – Gdzie masz swoich kumpli Śmierciojadków? – drugi...