I tak mijały kolejne dni. Czas w Hogwarcie to była najbardziej zaczarowana rzecz w świecie magii. Listopad trwał sobie w najlepsze zasypując nas masą zadań domowych. Związek Kate z Aaronem nabierał coraz żywszych barw i tak dobrze im się układało, że zaczynałam się bać. Black, jak na razie spokojnie (no, może nie tak spokojnie) patrzał na ich szczęście, a ja tylko czekałam aż coś zrobi. Od dnia, w którym usłyszałam pamiętne słowa w ich sypialni nie odwalił niczego, a Kate coraz bardziej była pochłonięta jej nowym chłopakiem. I to mnie właśnie martwiło. Bałam się, że Black czeka na właściwy moment. No, ale w sumie nie był to mój problem. Nie wiem czemu, ale po mojej rozmowie po przegranej, zaczęłam trochę lubić Pottera. Może nie tyle, co lubić, ale już nie czułam aż takiej niechęci do niego. Zaimponował mi tym, co powiedział i że nie wykorzystał okazji, żeby się ze mną umówić. Co prawda wkurzał mnie swoim zachowaniem, takim jak targanie swoich włosów, widowiskowe łapanie znicza, jego d...